poniedziałek, 30 czerwca 2014

Dream on 2 komentarze:


Witam Was w to piękne, pochmurne i deszczowe popołudnie. Siedzę właśnie z słuchawkami na uszach, wsłuchując się w dźwięki płynącej z nich muzyki. Wiecie, że ostatnimi czasy ta czynność jest dla mnie nie do zniesienia? Myślę, że to może mieć jakiś związek z moją domniemaną depresją, bo naprawdę, ale to naprawdę ostatnio nie mam ochoty kompletnie na nic. Nawet muzyka mnie drażni i smuci. Coś tu chyba jest nie halo x] Na szczęście ja nie należę do grona tych ludzi, co to lubią narzekać na każdą możliwą drobnostkę, więc na pewno nie będę skupiać się na jakiś moich małych smutkach. 




Ten post to jest już chyba 10 próba sklecenia czegoś sensownego od kilku dobrych dni. Próbowałam kilka razy i nie byłam w stanie złożyć nawet jednego poprawnego i co więcej racjonalnego zdania. Dziś, ufff, jest z tym jednak o niebo lepiej. Od jakiegoś czasu chciałam się z Wami podzielić moimi przemyśleniami na temat snów, ponieważ moje marzenia senne stały się tak cholernie realistyczne, że nawet kilka minut po przebudzeniu nie jestem pewna jak się właściwie znalazłam we własnym łóżku, kiedy jeszcze przed chwilą byłam zupełnie w innym miejscu. Dzisiaj na przykład obudziłam się z oczami mokrymi od łez i nosem pełnym glutków, ponieważ śniła mi się jakaś ogromna tragedia. Wczoraj natomiast nawet po jakiejś chwili od obudzenia ciągle miałam w głowie myśl, żeby jak najprędzej sprawdzić wiadomości na telefonie bo przecież parę chwil temu byłam w niebezpieczeństwie i wysłałam koledze smsa o treści: "POMOCY". I tak się zastanawiam czy sny mają nam coś więcej do przekazania czy to jest tylko i wyłącznie wymysł mojego umysłu analizującego informacje i próbującego zapamiętać te potrzebne? Jako, że należę do grona racjonalistów, byłabym skłonna odpowiedzieć, że oczywiście ta druga odpowiedź. No właśnie byłabym, gdyby nie fakt, iż kilka razy w moim życiu przyśniły mi się sny prorocze! Nie wiem o co kaman. Może jest coś takiego, że nas mózg wyczuwa pewne zdarzenia albo osoby? Dobra, to było dość głupie, a nawet bardzo, ale nie chce mi się wierzyć, że moimi snami steruje Ktoś, albo Coś (?) innego niż ja. A Wy co o tym sądzicie? Zdarzały Wam się kiedyś jakieś niewytłumaczalne marzenia senne? I jak sobie je tłumaczyliście?



Jeej! Udało mi się napisać całkiem przyzwoitą notkę, jesteś z siebie dumna :) Tak się wciągnęłam w to pisanie, że muzyka przestała mi grać już jakieś 20 minut temu, ale nie przeszkadza mi to. Hej, są już wakacje, radujmy się! Jak zawsze pozytywnie kończe! x)


 



środa, 25 czerwca 2014

Szalony trip (nie po narkotykach) 3 komentarze:



Witajcie!
Nie odzywałam się dość długo, ale niestety było kilka powodów takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim ostatnimi dniami nasiliła się u mnie jakaś straszna niechęć do życia. Już od dłuższego czasu podejrzewałam u siebie depresję i chyba właśnie teraz przeżywam jej nasilenie. Obecnie każdy mój dzień streszcza się do planu: 1. Wstać 2. Przeżyć i nie dostać kolejnego napadu płaczu 3. Pójść spać. Jako szalona gimnazjalistka strasznie niechętnie zapatrywałam się na wylegiwanie się i spędzanie każdej wolnej w chwili w łóżku. Teraz mogłabym to robić cały czas. To chyba jest najlepsza ucieczka od świata zewnętrznego. Żaluzje zasłonięte, ciemno, ciepło pod kołdrą i tylko Ty i Twoje myśli, które za parę chwil znikną. Obecnie nic bardziej mnie nie cieszy niż ta ucieczka od świata zewnętrznego, który wcale nie jest taki kolorowy jakim się kiedyś wydawał. Ale tak szczerze, mniejsza już o to!



Drugi powód, właściwie ten ważniejszy, przez który nie napisałam żadnej notki przez dobrych kilka dni, to fakt, iż udałam się w jednodniową podróż życia, a mianowicie odbyłam szalony trip do Warszawy. Wowowow, o ja szalona. Żeby jakoś dodać pikanterii tej historii, powiem, iż wyruszyłam w tą podróż z moim tatą i wujkiem. Głównym zamysłem tej wycieczki wcale nie było zwiedzanie Warszawy - mój wujek miał tam wizytę u lekarza. Z racji tego, że wizyta ta zazwyczaj ciągnie się godzinami, postanowiłam wyciągnąć mojego tatę na spacer po mieście. Powiem krótko - odnalezienie się w wielkim mieście nie należy do najprostszych rzeczy. Po pierwsze oboje, byliśmy padnięci. Aby dotrzeć do Warszawy na czas, musieliśmy wstać o 3 nad ranem, a co było jeszcze gorsze dla mojego taty - on przez cały czas prowadził. Po drugie, byliśmy kompletnie zieloni, jeśli chodzi o topografię miasta, więc musieliśmy się wspomagać GPSem. Przez jakąś godzinę błądziliśmy po warszawskim Ursynowie zanim trafiliśmy do stacji metra. No w tym momencie, można powiedzieć, że później poszło już z górki, bo centrum Warszawy kojarzyłam już jako tako z wycieczek szkolnych. Zjedliśmy śniadanie w Złotych Tarasach, udaliśmy się na taras widokowy Pałacu Kultury, jak i przeszliśmy spacerem na Krakowskie Przedmieście i Starówkę. Wróciliśmy do samochodu wyczerpani, ale pomimo tego Warszawa tak mi się spodobała, że postanowiłam złożyć tam papiery na uczelnie (kolejny punkt do bycia szalonym!)
Niestety, swoich zdjęć nie wstawię, bo jakkolwiek by one nie wyglądały, robione przeze mnie są zawsze, delikatnie mówiąc ujowe. I właśnie tym jakże optymistycznym akcentem zakończę ten post :)


czwartek, 19 czerwca 2014

Próbuję ogarnąć życie 8 komentarzy:



Hej!
Tym razem nie piszę do Was z ławki pod blokiem, a dokładnie z mojego pokoju, który wygląda jakby przeszło po nim tornado. Remont już zakończony, teraz pozostało mi jedynie ogarnięcie tego całego bałaganu, który po nim pozostał. Co jest w tym wszystkim najgorsze, muszę uporać się ze stertą bibelotów, które udało mi się nagromadzić przez ostatnie kilkanaście lat. Problem ze mną polega na tym, że nie potrafię wyrzucić najmniej potrzebnej rzeczy, tylko dlatego że jestem bardzo sentymentalną osobą. Kiedy czasem napada mnie smutek, automatycznie zaczynam przypominać sobie szczęśliwe chwile z przeszłości, a różne pierdółki z tamtego okresu są w takiej sytuacji bardzo pomocne :) Dlatego też wiem, że jeśli wyrzuciłabym jakiś przedmiot o dużej wartości sentymentalnej dla mnie, któregoś dnia żałowałabym tego i byłabym na siebie wściekła. Wiem, że takie podejście do życia, w którym przeszłość jest na głównym planie, nie jest najlepszym podejściem, ale cóż mogę zrobić... naprawdę trudno jest mi się pogodzić z tym, że miłe chwile odeszły i zniknęły gdzieś za mną.




Ostatnio pisałam, że często jestem świadkiem lub uczestnikiem bardzo dziwnych i niekiedy dość niepokojących sytuacji. Taka też spotkała mnie wczoraj i muszę przyznać, że rozbawiła mnie na następne pół godziny :) Chciałam zabić trochę czasu, ponieważ zostało mi kilkanaście minut do jazd w ramach kursu. Usiadłam więc sobie w parku i grzecznie czytałam książkę. Wtem nagle alejką idzie sobie pewien starszy pan, w rozpiętej koszuli, spod której wystawały mu włosy na klacie. Wyglądał raczej na bezdomnego "żula". Kiedy mnie zobaczył, rozpoczęła się mniej więcej taka konwersacja:
[P] - Pan, [J] - ja
[P]: Ojejku, jak ślicznie, jak mi się to podoba że Pani się uczy!!
[J]: Eee no tak, dziękuję *uśmiecham sie*
[P]: Jejku jaki piękny uśmiech, ma Pani taki piękny uśmiech, że chciałbym się z Panią umówić na kawę! Mogę?
[J]: *nie wiem co powiedzieć* Dziękuję, ale wie Pan co, jestem zajęta. *dobra ściema nie jest zła*
[P]: Ojej, czyli masz kogoś.
[J]: Tak.
[P]: Ale wiesz, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
[J]: Nie, nie niestety nie pójdę z Panem.
[P]: No to trudno nie będę namawiał.. *podchodzi do mnie bliżej, i całuje mnie w rękę!*
      W takim razie do widzenia! *odchodzi na 10 m, po czym odwraca się i krzyczy przez pół parku*
       Nie no nie mogę, ale masz kogoś?
[J]: Tak
[P]: Ale czekaj! *znowu wraca się do mnie*
      Ja ci coś powiem. Bo wiesz ja bym mógł być już Twoim ojcem i ja posłuchaj mnie. Kochacie się?
[J]: Eeee.. no tak.
[P]: Jesteś pewna że się nie zawiedziesz?
[J]: Tak, na pewno.
[P]: Bo słuchaj prawda jest taka, że miłość się zawsze kończy. Prędzej czy poźniej. Pamiętaj o tym.
[J]: Dobrze, dziękuję.
*odchodzi*



Jak pisałam w ostatnim poście, tacy ludzie też niosą za sobą pewną historię, często bardzo smutną. I często lepiej zdają sobie sprawę z pewnych rzeczy niż nie jeden dorosły, który ma w życiu wszystko. A z jego ostatnim stwierdzeniem niestety, ale muszę się chyba zgodzić. Nie wiem czy istnieje gdzieś na świecie, ba czy nawet kiedyś istniała taka miłość aż po grób?
Tak, czy siak ten dialog nie zasmucił mnie jakoś bardzo, a właściwie cholernie rozbawił. Bardzo pozytywny Pan :)
     

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Recenzja książki "Moje życie od teraz" Jessiki Verdi 4 komentarze:



Hej!
Piszę właśnie do Was z dość nietypowego miejsca, a mianowicie z ławki pod blokiem. Choć pewnie wielu Wam w tym momencie na myśl przyszło, że może jestem "żulem", który jakimś cudem znalazł dostęp do internetu lub osiedlowym dresem, to niestety muszę Was rozczarować i uznać że nie ma nic bardziej mylnego :) W moim domu obecnie trwa remont i panuje tam, niemal że porównywalny do tego przedstawionego w Księdze Rodzaju chaos. Nie ma tam ani jednego metra kwadratowego na ktorym mogłabym usiąść w ciszy i spokojnie zająć się swoimi sprawami. Dlatego też uznałam, że wyjście z domu z telefonem w kieszeni i książką pod pachą jest idealnym rozwiązaniem.



Hej, tak a propo "żuli". Wielu ludzi widząc na ulicy człowieka w odartych ubraniach, z brudem pod paznokciami i przynajmniej kilkutygodniowym zarostem omija go szerokim łukiem z lekkim obrzydzeniem i pogardą. Ale czy naprawdę taki człowiek sobie na to zasłużył? Nie mowię, że w kazdym przypadku tak jest, ale wielu ludzi potocznie nazywanymi "żulami" to czesto ludzie z bagażem pełnym trudnych doświadczeń. Być może taki czlowiek miał w życiu wszystko, ale z powodu nieszczęśliwego wypadku lub błędu drugiej osoby stracił wszystko. Byc może alkohol jest zapełnieniem pustki po kimś bliskim albo odreogowaniem silnej traumy. Nikt z nas nie wie jaką historię napisali ci ludzie i co bylo im w życiu dane przeżyc. Dlatego też uważam, ze takim ludziom należy przede wszystkim pomóc, okazać szacunek przynajmniej z tego faktu, że to też człowiek. Niestety, ludzie lubią pokazywać swoją wyższość i jeśli nadarzy się ku temu okazja to traktować innych jak śmieci.




Ok, w tym momencie chyba mogę juz przejść do tytułu dzisiejszego posta :) Jak pisałam ostatnio, udało mi sie zakupić ksiazke pt. "Moje życie od teraz". Jest to historia nastolatki, która probujac odreagować trudny okres w życiu, popelnia jeden zły wybor, trafiajac do jeszcze niższego stopnia piekieł. To opowiesc o zmaganiu sie z przeciwnosciami czesto okrutnego losu, a takze akceptowaniu życia takim jakim jest.
Jak juz pisałam, przede wszystkim na pochwałe zasługuje fakt, iż autorka, Jessica Verdi zdecydowała sie na oryginalny, dla niektórych pewnie dość kontrowersyjny krok - glówna bohaterka wychowuje sie w rodzinie homoseksualnej. Myslę, że wraz z czasem coraz wiecej powieści będzie zawierało taki schemat rodziny, a ta pozycja to jedna z pierwszych prób przedstawienia tego problemu. Na uwagę zasługuje także fakt, że ksiażkę, pomimo trudnej tematyki czyta sie bardzo lekko. Można pokusic sie o stwierdzenie, że język jest za prosty. Nie znajdziemy żadnych wysublimowanych slów, ani kilkukrotnie złozonych zdań, które aby zrozumieć ich sens, trzeba przeczytać conajmniej 5 razy. Pomimo tego uważam że autorce nie do konca udało się zbudowanie postaci. Zazwyczaj bardzo przywiazuję sie do bohaterow i jestem całym sercem z nimi - tutaj akurat nie czułam żadnego związku z bohaterką, nie cieszylam sie wraz z nia ani nie bylo mi jej żal. Może dlatego że z poczatku historia wpisana jest w jeden z tych wszystkim nam dobrze znanych schematow[spoiler: główna bohaterka chce dostać główna rolę w przedstawieniu, niestety rolę zgarnia jej najwieksza przeciwniczka (umalowana lala), która później oczywiscie odbija jej chłopaka). Myslę, że gdyby nie fakt, iż mam już wakacje i nie lubię nie dokańczać rozpoczętych spraw, nie przeczytałabym tej ksiazki tak szybko, o ile w ogóle bym ja przeczytała. Byla po prostu zbyt mdła.




Uff, musze powiedziec ze naprawde ciezko bylo mi napisac tego posta - wokól szalejące dzieci i ich rodzice probujący je uspokoic. Dodatkowo czuje, iż slońce przygrzało mi głowę i jeśli wroce do domu bez udaru, uznam to za sukces :)

sobota, 14 czerwca 2014

Tydzień z mojego życia 16 komentarzy:



Hej!
Cały ten tydzień spędziłam na ganianiu z domu do centrum miasta i z powrotem do domu. Odwiedziłam każdą możliwą księgarnię w poszukiwaniu 2 upragnionych przeze mnie książek. Jak na ironię, jednej z nich nie udało mi się dostać nigdzie, drugą odnalazłam w wielkim labiryncie półek empiku. Przy okazji złożyłam cv do kilku sklepów, a także jak szaleniec gnałam wąskimi uliczkami miasta w ramach kursu na prawo jazdy. Co jest dla mnie wciąż ciekawe, każdego takiego dnia, spotykała mnie przynajmniej jedna niespodziewana i zarazem poprawiająca humor sytuacja. Wczoraj i przedwczoraj 1 chłopak i 1 pan posłało mi uśmiechy, w tym chłopak do uśmiechu dołączył także nieśmiałe "cześć" gdy mijaliśmy się na ulicy. Myślę, że po prostu mnie z kimś pomylił, ale próbowałam negować takie myśli i wierzyć, że po prostu próbował być miły :)




Jeśli chodzi o książkę, którą udało mi się dostać jest to "Moje życie od teraz" Jessiki Verdi. Opowiada historię dziewczyny, która próbując oderwać się od jednego z najgorszych momentów w jej życiu, decyduje się na jedno małe szaleństwo, przez które pogrąża się w jeszcze większym bagnie - zaraża się wirusem HIV. Jest to opowieść jak o tym jak do tej pory zwykła, przeciętna, z pozoru mająca wszystko nastolatka, próbuje stawić czoła przerażająco trudnej sytuacji, w jakiej przyszło jej żyć. Nie udało dotrzeć mi się jeszcze do końca lektury, pozostała mi jeszcze jakaś 1/4. Dlatego prawdopodobnie napiszę coś więcej o tej pozycji, gdy uda dotrzeć mi się do końca, jedno nie będzie to ogromny spoiler, jeśli powiem że główna bohaterka wychowywana jest przez parę homoseksualną. Pierwszy raz w literaturze spotkałam się z takim układem i chylę czoła przed autorką, że zdecydowała się na taki niekonwencjonalny i oryginalny krok.



Uwielbiam burzę, a w czasie pisania całej notki właśnie ona mi towarzyszyła. To poniekąd miło z jej strony :)


czwartek, 12 czerwca 2014

Pierwsza notka 5 komentarzy:


Hej!
W moje najdłuższe wakacje w życiu, które właśnie obecnie trwają, postanowiłam przeczytać tyle książek ile tylko się da. Muszę przyznać że idzie mi całkiem nieźle. Z małymi, kilkodniowymi przerwami w ciągu miesiąca udało mi się przeczytać 3 książki (wiem, że nie jest to powalająca ilość, ale przyznajmy że i tak wypadam troszkę lepiej od przeciętnego Polaka, który z tego co tak bardzo kiedyś rozgłaszały media wynika, że czyta średnio 1 książkę rocznie). Ostatnią książką, którą przeczytałam dosłownie na jednym wdechu była "Papierowe miasta" Johna Greena. Stąd też, jeśli ktoś kiedykolwiek by się kiedyś zastanawiał, dochodzimy do rozwiązania zagadki co oznacza adres bloga i mój nick. Margo, która jest jedną z głównych bohaterek jest postacią, z którą łączy mnie o wiele więcej wspólnego niż z własną rodziną (lol). Jest też dla mnie pewnym symbolem wolności. Paper Margo - cóż tu już zaczynają się małe schodki, ponieważ ta nazwa wzięła się od paper towns - miast widmo, które wydawnictwa kartograficzne publikują na swoich mapach dla uniknięcia plagiatów. Stąd też Paper Margo, czyli niedosłownie rzecz ujmując, fikcyjna, nieprawdziwa Margo, którą z tego by wynikało jestem ja :)




Cóż, więc o czym będzie ten blog? O smętach kolejnej, paplającej bez sensu nastolatki? Mimo, że prawdopodobnie jestem jedyną osobą w całym Wszechświecie, która mogłaby znać odpowiedź na to pytanie, niestety muszę udzielić odpowiedzi: nie wiem. Pewnie dla jednych to co będę pisać będzie smęceniem, ale dla kogoś innego już nie. O czym w takim razie będę pisać? Myślę, że to zależy od wielu czynników - przede wszystkim od mojego nastroju psychicznego (jeśli można tak to nazwać). Ogólnie interesuję się, hmm myślę, że w pierwszej kolejności muzyką, a głównie wyłapywaniem nowych wschodzących talentów w branży muzycznej, także sama próbuję swoich sił w śpiewie. Moda (tak, o , zgrozo), dietetyka i zdrowe odżywianie to także tematy TOP dla mnie. No i niezaprzeczalnie na pierwszym planie są także książki, które są dla mnie wspaniałym sposobem na oderwanie się od szarej i ponurej rzeczywistości, w której przyszło mi żyć. 

Wow, nie wiedziałam że aż tyle uda mi się sklecić. Jestem bardzo otwarta na internetowe znajomości - w zamierzchłej przeszłości, kiedy to jeszcze prowadziło się blogi na onecie, miałam multum internetowych psiapsiół i cóż miło to wspominam :) Także, chcesz pogadać, a nie masz z kim, albo stało się coś przykrego - napisz, postaram się pomóc! Myślę, że to tyle ode mnie na pierwszy raz. Trzymajcie się ciepło ludzie! 

Nowsze posty Strona główna
Szablon wykonany przez Tyler