Hej!
Piszę właśnie do Was z dość nietypowego miejsca, a mianowicie z ławki pod blokiem. Choć pewnie wielu Wam w tym momencie na myśl przyszło, że może jestem "żulem", który jakimś cudem znalazł dostęp do internetu lub osiedlowym dresem, to niestety muszę Was rozczarować i uznać że nie ma nic bardziej mylnego :) W moim domu obecnie trwa remont i panuje tam, niemal że porównywalny do tego przedstawionego w Księdze Rodzaju chaos. Nie ma tam ani jednego metra kwadratowego na ktorym mogłabym usiąść w ciszy i spokojnie zająć się swoimi sprawami. Dlatego też uznałam, że wyjście z domu z telefonem w kieszeni i książką pod pachą jest idealnym rozwiązaniem.
Hej, tak a propo "żuli". Wielu ludzi widząc na ulicy człowieka w odartych ubraniach, z brudem pod paznokciami i przynajmniej kilkutygodniowym zarostem omija go szerokim łukiem z lekkim obrzydzeniem i pogardą. Ale czy naprawdę taki człowiek sobie na to zasłużył? Nie mowię, że w kazdym przypadku tak jest, ale wielu ludzi potocznie nazywanymi "żulami" to czesto ludzie z bagażem pełnym trudnych doświadczeń. Być może taki czlowiek miał w życiu wszystko, ale z powodu nieszczęśliwego wypadku lub błędu drugiej osoby stracił wszystko. Byc może alkohol jest zapełnieniem pustki po kimś bliskim albo odreogowaniem silnej traumy. Nikt z nas nie wie jaką historię napisali ci ludzie i co bylo im w życiu dane przeżyc. Dlatego też uważam, ze takim ludziom należy przede wszystkim pomóc, okazać szacunek przynajmniej z tego faktu, że to też człowiek. Niestety, ludzie lubią pokazywać swoją wyższość i jeśli nadarzy się ku temu okazja to traktować innych jak śmieci.
Ok, w tym momencie chyba mogę juz przejść do tytułu dzisiejszego posta :) Jak pisałam ostatnio, udało mi sie zakupić ksiazke pt. "Moje życie od teraz". Jest to historia nastolatki, która probujac odreagować trudny okres w życiu, popelnia jeden zły wybor, trafiajac do jeszcze niższego stopnia piekieł. To opowiesc o zmaganiu sie z przeciwnosciami czesto okrutnego losu, a takze akceptowaniu życia takim jakim jest.
Jak juz pisałam, przede wszystkim na pochwałe zasługuje fakt, iż autorka, Jessica Verdi zdecydowała sie na oryginalny, dla niektórych pewnie dość kontrowersyjny krok - glówna bohaterka wychowuje sie w rodzinie homoseksualnej. Myslę, że wraz z czasem coraz wiecej powieści będzie zawierało taki schemat rodziny, a ta pozycja to jedna z pierwszych prób przedstawienia tego problemu. Na uwagę zasługuje także fakt, że ksiażkę, pomimo trudnej tematyki czyta sie bardzo lekko. Można pokusic sie o stwierdzenie, że język jest za prosty. Nie znajdziemy żadnych wysublimowanych slów, ani kilkukrotnie złozonych zdań, które aby zrozumieć ich sens, trzeba przeczytać conajmniej 5 razy. Pomimo tego uważam że autorce nie do konca udało się zbudowanie postaci. Zazwyczaj bardzo przywiazuję sie do bohaterow i jestem całym sercem z nimi - tutaj akurat nie czułam żadnego związku z bohaterką, nie cieszylam sie wraz z nia ani nie bylo mi jej żal. Może dlatego że z poczatku historia wpisana jest w jeden z tych wszystkim nam dobrze znanych schematow[spoiler: główna bohaterka chce dostać główna rolę w przedstawieniu, niestety rolę zgarnia jej najwieksza przeciwniczka (umalowana lala), która później oczywiscie odbija jej chłopaka). Myslę, że gdyby nie fakt, iż mam już wakacje i nie lubię nie dokańczać rozpoczętych spraw, nie przeczytałabym tej ksiazki tak szybko, o ile w ogóle bym ja przeczytała. Byla po prostu zbyt mdła.
Uff, musze powiedziec ze naprawde ciezko bylo mi napisac tego posta - wokól szalejące dzieci i ich rodzice probujący je uspokoic. Dodatkowo czuje, iż slońce przygrzało mi głowę i jeśli wroce do domu bez udaru, uznam to za sukces :)




Dziękuję za najpiękniejszy komentarz jaki miałam okazję do tej pory przeczytać u siebie na blogu! Jest mi prze prze prze miło, od razu się uśmiechnęłam! Widzę, że nie tylko hejty odwiedzają mojego bloga :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się estetyka Twojego bloga, styl pisania i obrazki które wstawiasz! :)
Dzięki za twój komentarz :D
OdpowiedzUsuńCo do twojego posta to po 1 cieszę się, że poświęcasz czas na recenzowanie książek, a po drugie mam pytanko czy tę książkę dostanę w zwykłej miejskiej bibliotece, czy raczej w księgarni? Wiesz wakacje się zbliżają, wreszcie można poczytać coś innego niż lektury :P
I jeszcze jedna konstruktywna uwaga... pomyśl nad powiększeniem czcionki, bo moje oczka wysiadają :D
Jeszcze zapraszam ponownie do mnie, też mam jedną recenzję bombowej książki łap link :http://smartysally.blogspot.com/2014/05/woskie-sekrety.html
A i oczywiście Obserwuję :*
Twój post był świetny czytałam go z zainteresowaniem i z uśmiechem na ustach, rzadko kiedy mi się to zdarza. Książkę przeczytałam kilka miesięcey temu była mdla i źle mi się ją czytało i zgadzam się z tobą w 100 % . Oczywiście obserwuję :*
OdpowiedzUsuńZapraszam mam nadzieje że zaobserwujesz lub zostawisz coś po sobie.
http://mendalczix.blogspot.com/
Kocham książki! Dlatego cieszę się, że napisałaś recenzję inne od tych wszystkich na innych stronach. Mam nadzieję, że takie posty będą pojawiać się częściej, bo właśnie takie lubię. Duży plus za fajne obrazki. Zapraszam również do mnie na bloga: www.silava506.blogspot.com Znajdziesz tam recenzję, opowiadania i luźne przemyślenia książkocholiczki. Czytasz = Komentujesz | Pozdrawiam, Silava ;3
OdpowiedzUsuń