środa, 25 czerwca 2014

Szalony trip (nie po narkotykach)



Witajcie!
Nie odzywałam się dość długo, ale niestety było kilka powodów takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim ostatnimi dniami nasiliła się u mnie jakaś straszna niechęć do życia. Już od dłuższego czasu podejrzewałam u siebie depresję i chyba właśnie teraz przeżywam jej nasilenie. Obecnie każdy mój dzień streszcza się do planu: 1. Wstać 2. Przeżyć i nie dostać kolejnego napadu płaczu 3. Pójść spać. Jako szalona gimnazjalistka strasznie niechętnie zapatrywałam się na wylegiwanie się i spędzanie każdej wolnej w chwili w łóżku. Teraz mogłabym to robić cały czas. To chyba jest najlepsza ucieczka od świata zewnętrznego. Żaluzje zasłonięte, ciemno, ciepło pod kołdrą i tylko Ty i Twoje myśli, które za parę chwil znikną. Obecnie nic bardziej mnie nie cieszy niż ta ucieczka od świata zewnętrznego, który wcale nie jest taki kolorowy jakim się kiedyś wydawał. Ale tak szczerze, mniejsza już o to!



Drugi powód, właściwie ten ważniejszy, przez który nie napisałam żadnej notki przez dobrych kilka dni, to fakt, iż udałam się w jednodniową podróż życia, a mianowicie odbyłam szalony trip do Warszawy. Wowowow, o ja szalona. Żeby jakoś dodać pikanterii tej historii, powiem, iż wyruszyłam w tą podróż z moim tatą i wujkiem. Głównym zamysłem tej wycieczki wcale nie było zwiedzanie Warszawy - mój wujek miał tam wizytę u lekarza. Z racji tego, że wizyta ta zazwyczaj ciągnie się godzinami, postanowiłam wyciągnąć mojego tatę na spacer po mieście. Powiem krótko - odnalezienie się w wielkim mieście nie należy do najprostszych rzeczy. Po pierwsze oboje, byliśmy padnięci. Aby dotrzeć do Warszawy na czas, musieliśmy wstać o 3 nad ranem, a co było jeszcze gorsze dla mojego taty - on przez cały czas prowadził. Po drugie, byliśmy kompletnie zieloni, jeśli chodzi o topografię miasta, więc musieliśmy się wspomagać GPSem. Przez jakąś godzinę błądziliśmy po warszawskim Ursynowie zanim trafiliśmy do stacji metra. No w tym momencie, można powiedzieć, że później poszło już z górki, bo centrum Warszawy kojarzyłam już jako tako z wycieczek szkolnych. Zjedliśmy śniadanie w Złotych Tarasach, udaliśmy się na taras widokowy Pałacu Kultury, jak i przeszliśmy spacerem na Krakowskie Przedmieście i Starówkę. Wróciliśmy do samochodu wyczerpani, ale pomimo tego Warszawa tak mi się spodobała, że postanowiłam złożyć tam papiery na uczelnie (kolejny punkt do bycia szalonym!)
Niestety, swoich zdjęć nie wstawię, bo jakkolwiek by one nie wyglądały, robione przeze mnie są zawsze, delikatnie mówiąc ujowe. I właśnie tym jakże optymistycznym akcentem zakończę ten post :)


3 komentarze:

  1. NIe łam się !! głowa do góry !!:) A też byłam w Warszawie na tydzień :))
    www.llealicious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja kocham leżeć w łóżku <3
    Obserwuje!
    stay-possitive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Łóżko <333 Wszyscy mówią będzie lepiej, ale wiem jakie to denerwujące. Szczerze zgadzam się z tym, tylko nieraz trzeba długo na to czekać. Pewnego dnia wszystkie smutki "znikną". Wiem, że wszyscy uważają, że jestem dzieckiem, które nie wie nic o życiu, ale w zeszłym roku miałam ochotę po prostu skończyć z sobą, moja psychika była w okropnym stanie przez ubliżanie ze strony innych, moje mniemanie o sobie było na poziomie minusowym. Pewnego dnia to wszystko znikło. Nadal walczę sama z sobą i uważam, że jestem brzydka, najgorsza itp., ale inaczej postrzegam świat dookoła mnie. I tego ci życzę.
    Świat nie jest kolorowy, ale gdyby było tak idealnie byłoby nudno :p
    http://experience-the-story-again.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń